Vagabondowe początki

Wolontariat we Włoszech. Epizod 1.

A dlaczego nie rzucić wszystkiego i wyjechać na wolontariat we Włoszech?

To nasze myśli i przekonania często nas blokują przed innym życiem niż które znamy na co dzień. Praca za biurkiem od do, wypłata co miesiąc na koncie, długie wakacje raz w roku. Ja zdecydowałam się wybrać drogę mniej uczęszczaną: wolontariat we Włoszech.

Kiedy zastanawiałam się czy wyjechać z Polski i zacząć swoją przygodę robiąc wolontariat we Włoszech, słyszałam wiele słów zachęcających mnie do zrobienia tego kroku, ale były też osoby, które wszędzie dopatrywały się problemów, przeszkód i kłopotów. Tych drugich starałam się nie słuchać. Wczoraj po raz kolejny ktoś mi powiedział, że robiąc wolontariat we Włoszech nie pracuję, a co za tym idzie nie zarabiam pieniędzy. Ja widzę to jednak zupełnie inaczej.

Oczywiście, że pracuję. Owszem, może nie zrywam się z rana, aby szybko coś zjeść, uszykować się do pracy, może nie wsiadam do samochodu, aby w korkach przedostać się na druga stronę miasta, do firmy, w której posiedzę zapewne więcej niż 8 godzin, do tego jeszcze w stresie i innych warunkach, które niekoniecznie sprzyjać będą mojemu zdrowiu. Tutaj też mam przecież swoje obowiązki. Wstaje o 7 rano. Dzień zaczynam w spokoju, niespiesznie się rozciągając w moim pokoju. Nie muszę się nawet malować, co bardzo mi odpowiada. Schodzę jako pierwsza do kuchni, piję szklankę wody z octem jabłkowym. Wychodzę potem na zewnątrz, zabieram  wiaderko z resztkami jedzenia i idę nakarmić moje ukochane  osiołki. Po drodze daję jedzenie 4 kotom i 2 psom.  Potem idę otworzyć kurnik. Sprawdzam czy są w środku jajka, jeśli są, a powinny być, bo kura średnio w roku znosi koło 300 jajek, biorę je i na skorupce ołówkiem zapisuję na nich datę. W tym czasie kolejna wolontariuszka szykuje dla nas śniadanie, a ja idę pod jabłoń zerwać kilka jabłek. Następnie, w zależności od naszych chęci i pogody na zewnątrz, grabimy razem liście spod wielkiego orzechowca, zbieramy orzechy włoskie, które potem rozbijamy je przy użyciu kamieni (swoją drogą jest to bardzo dobre ćwiczenie na biceps-trzeba tylko pamiętać, aby zmieniać rękę od czasu do czasu. Ja oczywiście specjalnie wybrałam cięższy kamień, żeby efekt był lepiej widoczny), przynosimy chrust do kominka, zbieramy warzywa z ogródka, czyścimy basen z nawianych przez wiatr liści.

176
Cloe-koza uciekinierka, wabiona pajdą chleba. Jakoś musiałyśmy ja zaprowadzić z powrotem do zagrody.
035
Zbieranie orzechów, z których potem zrobi się pyszną orzechówkę
909
Niestety, na pływanie się nie załapałam. Ale na czyszczenie basenu z liści-tak.

To są moje obowiązki, to jest mój wolontariat we Włoszech, który wykonuje około 5 godzin dziennie. Bez stresu i pośpiechu, za to w spokoju, na świeżym powietrzu, pod słońcem lacyjskim.  W zamian za jedzenie i nocleg.

Nie nakładajmy krat na nasze spostrzeganie pracy, tylko dlatego, że tak zostaliśmy wychowani i tylko taki model pracy znamy.  Jest wiele innych opcji, na które można się otworzyć.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

3 thoughts on “Wolontariat we Włoszech. Epizod 1.

  1. Chętnie bym się pokusiła na taki styl życia.Szczerze to nie wiem jak się za to zabrać.Jestem optymistką,lecz nie wiem jak zacząć.Widać ,że to co robisz sprawia tobie wiele radości.Będę tobie Madziu kibicować w dalszej podróży jako wolontariusz.Pozdrawiam:)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s