Vagabondowe zapiski z wolontariatów

Magdalena sama w domu

Właścicielka agroturystyki w pracy, w małym miasteczku, znajdującym się godzinę drogi stąd. Wolontariuszka W. w pociągu, w drodze na Sycylię, do miasteczka o nazwie Katania, w drodze po nowe doświadczenia i nowe przygody. Nowa wolontariuszka z Berlina, w Rzymie… w odwiedzinach u przyjaciół, których poznała w trakcie swoich podroży. Ja na agroturystyce. Sama.

Pije świeżo zerwaną i zaparzoną pokrzywę wraz z tymiankiem, który rośnie zaraz obok basenu (właścicielka zasadziła tam kilka krzaków, aby zmniejszyć ilość nawiewanych liści  z drzewa do basenu). Dodałam do mojej mikstury trochę imbiru. W garnku gotują się ziemniaki. Z ogrodu warzywnego przyniosłam świeżutka sałatę i chrupiącą pietruszkę. Wszystko skropiłam cytryną, którą zerwałam z drzewka, rosnącego zaraz przy basenie. W tle leci muzyka Evy Cassisy. Rozpaliłam w kominku suchym drewnem (teraz umiem już rozpoznawać, które drewno jest suche, a które wilgotne). Czytam książkę napisaną przez włoskiego, znanego pisarza Tiziana Terziniego pod tytułem: „Powiedział mi wróżbita”, co czas jakiś zerkając w słownik włoski, próbując składać w mojej głowie zdania po włosku. Moje ulubione słówko włoskie to:

-dodawać: aggiungiere.

Divano nie jest „dywanem”, a paragone nie znaczy „paragon”, colazione to nie „kolacja”. Mamma mia!!

Tekst: Magdalena Vagabonda

Na zdjęciu: organiczna cytryna

20151121_130051~2

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s