Vagabondy zdrowe ciało, zdrowy duch

Psychosomatyka

okno

Psychosomatyka czyli jak czynniki psychiczne wpływają na człowieka?

Kilka dni temu pod lewym uchem, z jakieś może 3 centymetry, wyczułam guz. Sporej wielkości. Bolał, kiedy go dotykałam, bolał kiedy obracałam głową. Wpadłam w lekką panikę, ponieważ nie miałam pojęcia co to jest, czemu pojawiło się na mojej szyi i czemu akurat we Włoszech. Ktoś mi powiedział: skoro boli i możesz tym ruszać, to jest ok. Nie uspokoiłam się. Co chwilę sprawdzałam czy jeszcze to coś tam jest i czy ciągle jest takie duże.

Kiedy pojawiła się na agroturystyce kilka dni później terapeutka od holistycznego podejścia do ciała i duszy, poprosiłam ją o pomoc. Zadała mi kilka pytań o emocje, które w sobie noszę w związku z tym guzem, zapytała co chciałabym usłyszeć, aby być o siebie spokojną i ile mogę poczekać zanim zdecyduję się na wizytę u lekarza. W międzyczasie prosiła mnie abym opisała jej co się dzieje w moim ciele, czy czuję gdzieś ból, mrowienie albo zimno… Wtedy nie miałam pojęcia czym psychosomatyka jest i jaki wpływ na moje ciało ma to, co dzieje się z moim emocjami.

Od tego przeszłyśmy do mojej sytuacji w Polsce, która miała miejsce przed przyjazdem do Włoch. Jeden wielki, permanentny stres spowodowany utratą pracy,  wynajęciem mieszkania, wyprowadzką w dwa dni do rodziców i wylotem do Italii. Pełna mobilizacja. Alert. Gotowość do działania:

„flight, fight,mobilization, frozen!”

Wyjście ze strefy komfortu, bolące i wyniszczające.  Moje ciało poddało się tak szybko, jak tylko pojawiła się ku temu pierwsza sposobność. Jak tylko skończyłam przewozić swoje rzeczy do domu rodziców, moje ciało skapitulowało. Dziwna to jednak była kapitulacja, bo bez kaszlu, bez kataru, bez temperatury. Ja po prostu nie miałam na nic siły…  Po tygodniu dalej jej nie miałam, ale znowu się spięłam, zmobilizowałam, włączyłam ponownie wysokie obroty, bo miałam coraz bardziej wydłużającą się listę rzeczy do zrobienia przed wylotem.

„Flight, fight, mobilization,frozen!”

Kiedy sytuacja życiowa zmusza nas do bycia w pełnej mobilizacji, całe nasze ciało zalewa trucizna-kortyzol, a mięśnie są cały czas spięte i gotowe. Do walki. Do ucieczki. Do mobilizacji. Wyjście ze starej strefy i wejście w nową. Nowe otoczenie. Oczekiwania. Ludzie. Obowiązki… Stres sączy się dalej…  Mięśnie dalej są spięte-głównie mięsień biodrowo-lędźwiowy (po łacinie: psoas). Tak właśnie ze mną było… Ale dlaczego powstał guz pod moim uchem? I co z tym wszystkim mają wspólnego mięśnie psoas?

Cóż… Wydaje mi się, że w trakcie tych 5 tygodni na agroturystyce, gdzie zajadam wszystko co ograniczne i z ogródka, bez konserwantów, ulepszaczy i innych szemranych składników, piłam dużo oczyszczającej pokrzywy i szałwii, moje ciało zaczęło oczyszczać się z toksyn. W sumie to wiem to. Mogłam to chociażby zaobserwować na mojej twarzy i szyi właśnie, ponieważ ciągle miałam na niej pełno chrost i chrosteczek. I chyba tak to się wszystko na siebie nałożyło, że spięcie w mięśniach zablokowało odpływ toksyn i zdusiło toksyny w moim ciele. Proste i zrozumiałe? Dla mnie tak!  Zamiast biegać po szpitalach i lekarzach, kobieta od holistycznego podejścia do ciała, o której pisałam na początku postu, przeprowadziła ze mną ćwiczenia na rozluźnienie mięśni psoas. 6 prostych ćwiczeń połączonych z oddychaniem ułożonych przez Dr. Dawida Berceliego. Przy każdym ćwiczeniu bolała mnie głowa, zwłaszcza lewa skroń. Przy innych piszczało mi w uszach, zasychało w gardle albo piekły mnie oczy-co oznacza, że ciało uruchomiło proces usuwania toksyn z organizmu.

Po 3 dniach ćwiczeń guz zniknął, a ja zrozumiałam, jak bardzo odłączyłam się od mojego ciała przez te ostatnie dwa miesiące.

Dopisane 03.04.2016: jeśli interesuje Was jak radzę sobie z bielactwem i jakie ja widzę tutaj połączenie między moim ciałem i duszą, zapraszam do przeczytania postu: Moje mądre ciało. Bielactwo.

https://lifeinprogress528.wordpress.com/2016/04/02/moje-madre-cialo/

Dopisane 26.03.2016:

Widzę w blogowych statystykach, że ten post cieszy się dużą popularnością. Dla zainteresowanych powyższymi ćwiczeniami, podpowiadam, że w grudniowym numerze magazynu Sens z 2015 roku, ukazał się artykuł o twórcy powyższych ćwiczeń. Dowiecie się z niego, co go zainspirowało do opracowania ćwiczeń na „mięśnie duszy”- tak je się nazywa. Ksero z opisami ćwiczeń mam w Polsce. Jeśli ktoś bardzo chciałby do nich zajrzeć, mogę je Wam podesłać. Kontaktujcie się ze mną przez mój profil na facebooku. Link poniżej:

https://www.facebook.com/MagdalenaVagabonda/

Zapraszam też do krótkiego postu o mnie i o mojej historii:

https://lifeinprogress528.wordpress.com/category/o-mnie/

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

7 thoughts on “Psychosomatyka

  1. Dziękuję. Chwilowo musiałam wrócić do Polski- sprawy tutaj przybrały nieoczekiwany dla mnie obrót. Ale jak tylko się uporam, wracam do podróżowania. Tym razem będę jednak pamiętać, aby oddychać 🙂 i dbać o moje mięśnie PSOAS 🙂

    Lubię to

  2. Znalazłem Twój blog tylko dzięki hasłu „psychosomatyka”. Przeczytałem parę postów. Trochę zazdroszczę… Pracuję w korporacji, jest fajnie bo są fajni ludzie ale kiedyś przestanę, musi to tylko we mnie dojrzeć. Ty, jak widzę, ciągle szukasz… czy jesteś szczęśliwa?

    Lubię to

    1. Jestem 🙂 Wydaje mi się, że na ten moment niczego nie szukam, tylko cieszę się życiem. Nie potrzebuję do tego wypłaty co miesiąc na koncie i takiej tradycyjnej pracy, do której wszyscy przywykliśmy. Praca w korpo tylko mnie frustrowała.. Przez nią nabawiłam się bielactwa i skurczy żołądka… Dlatego wiem, że w styczniu, wracam do wolontariatu. Nie żałowałam ani chwili mojej decyzji, aczkolwiek, jak widać, decyzja do łatwych nie należała (->wyjście ze strefy komfortu), a moje ciało trochę się zbuntowało 🙂 Wolontariusze, których poznałam we Włoszech, to właśnie Ci, którzy podziękowali pracy w korporacjach, Ci, którzy nie chcą dalej być niewolnikami systemu. Myślę, że trudno jest dojrzeć… Mamy w sobie dużo leków i obaw… trzymamy się starego i znanego… Ja od dawna myślałam o wolontariacie, ale zawsze właśnie było jakieś „ale”…i strach…
      Ludzi fajnych znajdziesz wszędzie 🙂

      Lubię to

    1. Zamierzam na ten temat napisać post w najbliższym czasie. Poznałam takich wolontariuszy, którzy sprzedali nawet swoje ubrania, pozostawiając sobie tylko to, co spakują do plecaka i wezmą ze sobą 🙂 aby podróżować.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s