Vagabondowe zapiski z wolontariatów

Wenecjańskie labirynty

W końcu spakowałam do swojej torebki tablet, książkę i wyszłam na kolejny spacer po wenecjańskich labiryntach (zdjęcia są już na moim fejsbukowym profilu: https://www.facebook.com/MagdalenaVagabonda ). Jestem w Wenecji trzeci dzień i dalej nie udało mi się ich rozpracować. 150 kanałów, 400 mostów, miasto w kształcie ryby, przecięte odwróconą literą”s”, 4 mosty przecinające Canal Grande. Całe szczęście mieszkam blisko Placu San Marco, głównej atrakcji w Wenecji, więc zawsze trafię do mojego  hostelu. Postanowiłam dzisiaj usiąść w jakieś restauracji, aby napisać Wam dlaczego teraz tutaj jestem  i co się stało, że po 2 tygodniach opuściłam góry.

Niestety, w wybranej przeze mnie Ristorante Al Campanile usiadłam koło 6 Polaków. Trudno mi się skupić, bo nie dosyć, że zachowują się głośno, to z uwagą i niepohamowaną w sumie ciekawością, przysłuchuję się tej niestety jałowej dyskusji… Obgadali oni już wszystkich wszystkich swoich znajomych, a najwięcej do powiedzenia ma ten najbardziej upity. Kelnerka jest denna, a jego asystentka z pracy to wieśniara. Drogi w Austrii są gówniane, a makaron pachnie mu obornikiem… Czekam aż mi się dostanie! Mamma mia! Kiedy  upity pan poszedł do toalety, jego żona wypiła jego kieliszek wina, licząc na to, że ten się nie połapie… Ale upity pan połapał się i…zamówił teraz całą butelkę.

Natomiast zanim do restauracji dotarłam, jakaś starsza turystka z Niemiec wpadła do kanału!! Weszła w jakąś ciemną, wąską uliczkę, licho wie po co, i wpadła. Całe szczęście nie była sama. Ktoś wezwał pomoc, ktoś znalazł policję i jakoś panią udało się z tego nieszczęsnego kanału wydostać.

Opuściłam góry 3 dni temu. O 5 rano. Z moim 17kilowym plecakiem na plecach.Właściciel Farm House Resort, który przesiadywał cały czas w Rzymie, i którego w ogóle nie widziałam na oczy, stwierdził, że trudno zarządza mu się domem w górach i postanowił je zamknąć. Zaproponował mnie i mojej współtowarzyszce wolontariat u jego przyjaciół, którzy blisko Rzymu prowadzą piekarnię w małej, malowniczej mieścince nad jeziorem. Pomysł super. Praca wydawała się ciekawa. Miejsce też. Ale kiedy dostałam zaproszenie do Wenecji, nie zastanawiałam się długo. Tym bardziej, że czas karnawału w Wenecji właśnie się zaczynał, a ja bardzo chciałam to zobaczyć na własne oczy. Poza tym… Po 2 tygodniach w górach tęskniłam za ludźmi, knajpami, za gwarem miasta.

Podróż trwała cały dzień. Tak, jak pisałam we wcześniejszym poście, z gór bardzo trudno było się wydostać. Musiałam więc 5 kilometrów zejść pieszo w dół, nocną jeszcze porą, na autobus, który zawiózł mnie do małej miejscowości Gubbio. Na wszelki wypadek zainstalowałam w moim telefonie latarkę, ale ta nie była potrzebna, bo noc była wystarczająco jasna. Tam przesiadłam się na autobus do Perugii. Z Perugii pociągiem przemieściłam się na północ do Florencji, a potem dalej ku Wenecji. W Wenecji czekał mnie kolejny, godzinny spacer do hostelu. Dotarłam wyczerpana, upocona, a plecy od noszenia bagażu  czułam przez następne dwa dni. Przez następny miesiąc nie chce i nie zamierzam się stąd ruszać!!

Po drodze poznałam bardzo miłe, starsze małżeństwo z Arezzo. Zaprosili mnie oni do siebie,gdybym kiedyś przejeżdżała przez ich okolice! Podobno mają w centrum historycznym, czyli w centro storico mieszkanie. Super!

Zaczyna się nowa przygoda, nowe doświadczenie, nowy etap. Trzeci. Po agroturystyce w Lacjum i Farm House Resort w Marche.

Krótka fotorelacja z karnawału w Wenecji z 2016. Za oprawę muzyczną przepraszam. Muszę znaleźć lepszy program do tworzenia filmików.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

One thought on “Wenecjańskie labirynty

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s