Vagabondowe przemyślenia o wolontariacie

Koniec jednego, początkiem drugiego

Wyruszyłam z Polski 28 października 2015. I chociaż nigdy do dat nie przywiązywałam najmniejszej uwagi, to tę pamiętam. Tę, i następną: 13 stycznia 2016. Wtedy po raz drugi wsiadłam na pokład samolotu Poznań-Rzym, aby kontynuować realizację moich podróżniczo-wolontariackich planów. Czas więc leci, zaczyna się kolejny miesiąc mojego vagabondowania, a ja przez ten czas nigdy nie żałowałam mojej decyzji. Ani przez moment. Nie żałowałam tego, że wynajęłam mieszkanie, że nie mam „normalnej pracy”(cokolwiek to oznacza w dzisiejszych czasach), że nie zarabiam „normalnie”pieniędzy, tak, jak robi to większość społeczeństwa, że mam w plecaku tylko 3 bawełniane bluzki, 3 bluzy, 2 swetry, buty do biegania, trampki i kalosze, 3 pary legginsów, parę jeansów, sportowy biustonosz i trochę rzeczy na lato. Są też okulary przeciwsłoneczne, tablet, parasol, ręcznik i trochę kosmetyków. Wywróciłam w Polsce moje życie do góry nogami zaledwie w 4 tygodnie. I pewnie gdybym nie straciła pracy, nie pisałabym do Was teraz z Sycylii, nie pisałabym bloga, nie myślałabym o napisaniu książki, nie rozumiałabym włoskiego, nie pojechałabym do Wenecji, nie zwiedziłabym Rzymu, Perugii, Orvieto czy Bazyliki św.Franciszka w Asyżu, nie kąpałabym się w gorących źródłach, nie podszkoliłabym się w wegetariańskim gotowaniu, nie poznałabym działania hostelu od kuchni, nie poznałabym początkującej pisarki s-f i innych ludzi z całego świata, którzy tak bardzo wzbogacili mój świat. Dlatego jestem wdzięczna, że dostałam te wypowiedzenie. Coś co się zakończyło, zrobiło przestrzeń na nowe. Ja po prostu wiem, że każde doświadczenie u hostów, ludzie, którzy pojawiają się na mojej vagabondowej drodze, wnoszą dużo do mojego życia. I wiem, że za rok o tym czasie, na tej mojej ścieżce będę już daleko. Bo jak wiecie, cały rok 2016 mam zaplanowany. Pojawiają się też powoli plany na 2017 rok. Nie są to już Włochy.

1069
Leniwy początek dnia na wolontariacie

Kiedy znajomi pytają mnie, kiedy przestanę podróżować..hm..nie mam odpowiedzi. Jestem zaś otwarta na to, co przyniesie mi los. I jestem z siebie dumna! Dumna za odwagę podjęcia decyzji i z wkroczenia na inną drogę życia.

Są oczywiście sytuację,kiedy nie wszystko idzie tak, jakbym chciała. Ale zauważyłam, że wszystko i tak finalnie układa się dla mnie pomyślnie. Dlatego noszę w sobie wiarę i wiem, że tak, jak jest w danym momencie, jest dla mnie dobre. Poza tym zawsze staram się widzieć pozytywne strony życia, chociaż nie zawsze tak było (tego musiałam się nauczyć i zajęło mi to kilka lat) , aby przekierować moje myśli na te bardziej optymistyczne tory. To mi bardzo pomaga.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

2 thoughts on “Koniec jednego, początkiem drugiego

    1. Zgadzam się. Im dłużej jestem na tej drodze, tym lepiej i ciekawiej.Dobrzy ludzie ciągle się na niej pojawiają, którzy mnie inspirują do dalszych wojaży. Nie wiem, gdzie zajdę, ale jestem na wszystko otwarta.
      Dziękuję za odwiedzenie bloga. Serdeczności. Magdalena

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s