Vagabondowe zapiski z wolontariatów

Szumiące palmy w Palermo

Podobno Wenecja jest rybą, a Sycylia jest kobietą… I tak… Gdybyście mnie spytali, gdzie chciałabym zamieszkać: w Palermo czy w Wenecji, bez chwili wahania odpowiedziałabym PALERMO! Ponieważ nie jest to moja ostatnia wizyta na Sycylii w tym roku, istnieje duże prawdopodobieństwo, że zakocham się w tej szczęśliwej i słonecznej wyspie na amen! A powodów ku temu jest tysiące i pewnie sami wiecie jakie. Okazuje się, że wszyscy którzy tu wcześniej byli, mówią o Sycylii w samych superlatywach. Wszyscy kochają Sycylię: ” Jedź do Trapani, kocham to miasto!”, „Ale masz fajnie… Jak ja kocham Palermo”, „Też kocham cannoli”, „Koniecznie kup arancine, kocham arancine”!

Swoją drogą… Arancine to kuleczki ryżu z przyprawami i różnego rodzaju farszem. Można kupić z bakłażanem, sosem ragu (z akcentem nad „u”), z masłem, z grzybami czy z serem gorgonzola.  Okrągły kształt arancine został wymyślony przez Arabów, którzy pojawili się na Sycylii jakiś czas temu. Była to szybka w przygotowaniu i tania potrawa, którą Arabowie zajadali rękoma, formując z niej wcześniej na dłoni kuleczki. Problem pojawił się wtedy, kiedy nie mieli jak wziąć jej do pracy… Wtedy właśnie Arabowie postanowili podsmażyć ryżowe kuleczki w panierce. I w takiej formie robi się je do dzisiaj.

Do Palermo, po cichej, spokojnej i niestety trochę depresyjnej o tej porze Wenecji, musiałam się jednak przyzwyczaić. Też z wielu powodów. Do czego się jednak nie przyzwyczaję to hałas uliczny. Kiedy próbuję zasnąć mam wrażenie, że śpię na przystanku autobusowym. Hostel, w którym obecnie pomagam, jako wolontariuszka, jest położony w starej części miasta, co jest dużym plusem oczywiście, ale niestety, jak dla mnie, zaraz przy głównej ulicy… Jak ja się cieszę, że spakowałam słuchawki do uszu! I że na yt jest tyle relaksującej muzyki do posłuchania wieczorową porą. Inaczej zasypiałabym razem z ulicą, czyli grubo po północy. Samochody jeżdżą ciągle i trąbią, ludzie krzyczą i nigdy nie wiem czy się biją, kłócą czy w taki sposób ze sobą po prostu rozmawiają. Istne wariactwo, ale lubię je. Lubię też szwędać się po tych mnogich, wąskich, często brudnych uliczkach ze street foodem na każdym kroku i rogu. Podobają mi się obdrapane budynki z kolorowymi graffiti uśmiechniętej pary jadącej na rowerze albo jakiegoś gangstera z blantem w ustach. Lubię niebieskie niebo, szumiące palmy i odgłos morza. Lubię usiąść w parku na ławce i schować się w cieniu największych i najstarszych fikusów w Europie. Lubię zajadać się cannoli z ricottą, kawałkami czekolady i karmelizowanymi owocami. Lubię mocne, małe espresso. Lubię Mercato Bellaró z całą różnorodnością kolorowych warzyw, owoców i serów. I lubię nasz hostel…

Sam hostel jest bardzo przyjazny i kolorowy. To już drugi, w którym pomagam, jako wolontariuszka, więc mogę porównać.  Ten w Wenecji wypada słabo i pewnie dlatego miał sporo negatywnych ocen. Ten jest przestronny, jasny, z ikeowymi meblami w środku. W tym roku właściciel otworzył hostel dodatkowo na drugim piętrze. Jest więc sporo pracy. Ale ponieważ pracuję dla dobrego samopoczucia turystów, a sama przecież jestem Vagabondą, robię to z prawdziwą przyjemnością!

Tekst: Magdalena Vagabonda

https://www.facebook.com/MagdalenaVagabonda/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s