Vagabondy różne worki

Garść chaotycznych informacji

Słucham, pytam i zbieram przeróżne informacje/historie/anegdoty. Rozmów nie nagrywam. Nie robił tego również mój ukochany reportażysta-podróżnik Ryszard Kapuściński, twierdząc, że dyktafon peszy ludzi. Trudno to wszystko jednak spamiętać, dlatego dziś do jednego worka (tudzież posta) wrzucam wszystko to, co zasłyszałam i co wydaje mi się ciekawe.

– dwóch wolontariuszy z Argentyny, prawników po ukończeniu studiów, wyjechało na okres jednego roku zbierać  wolontariackie doświadczenie. To było 3 lata temu. Po pobycie w Europie, Nowej Zelandii, na Madagaskarze, obecnie są w Australii i opiekują się wielkim, norweskim kotem, zamieszkując zarazem willę jakiś bogaczy, którzy wyjechali na wakacje. Czuję moim Vagabondowym nosem, że wolontariusze szybko do swojego kraju nie wrócą. Wiem, jak to jest kiedy się zacznie…

– cytat właściciela pewnego hostelu: „12 lat mojego życia straciłem dla pracy w korporacji”.  Hm… Mogę powiedzieć to samo, tylko cyferka będzie inna.

– okazuje się, że cześć wolontariuszy traktuje wolontariat, jako darmowe wakacje. Zdarza się, że hości, którzy ich do siebie zapraszają, dziękują im za współpracę już po tygodniu.

– kreatywność ludzka nie zna granic. Zdarzyli się raz w hostelu turyści, którzy spaghetti ugotowali w czajniku elektrycznym.

– na agrotyrystyce koło Rzymu, gdzie spędziłam swój pierwszy wolontariat, pewien wolontariusz ukradł psa. Szczeniaka. Psiak był urodzinowym prezentem dla właścicielki agroturystyki.  Kiedy ta wyjechała do Paryża świętować ze swoimi dziećmi urodziny, chłopak wczesnym rankiem rozpłynął się w powietrzu razem z czworonogiem. Zostawił jednak list. Podobno pojechał do Hiszpanii, na szlak Santiago de Compostella.

– jeśli na Sycylii będziecie jeść spaghetti przy pomocy łyżeczki i widelca, najprawdopodobniej Was wyśmieją. Widelec wystarczy. Pamiętajcie, aby nie ciąć spaghetti nożem.

– na Sycylii panuje zakaz bycia wegetarianinem.

– w języku włoskim jeśli przekręci się jedną literę w wyrazie, bardzo często nabiera ono innego znaczenia. Ja, na przykład, zamiast powiedzieć „senzatetto, co znaczy „bezdomny”, powiedziałam „senza tette”, co znaczy „bez cycków”. Ubawiliśmy się wszyscy z tego po tysiąckroć.

– Sycylijczycy nie potrafią zrozumieć turystów, którzy w restauracjach (tych prowadzonych pod turystów), zamawiają menu turystyczne za 15 euro. Zazwyczaj, w jakimś zaułku, to samo kupi się za 5-8 euro. Street foodowe jedzenie można kupić już za 2 euro.

– podobno władze Palermo zamiast odrestaurowywać piękne architektonicznie budynki, wolą wydawać zgody na budowę nowych, nieciekawych kloców. Bardziej im się to opłaca. Zakup ziemi, opłaty za jakieś zgody na budowę itd., itp…. Bilans wtedy bardziej wychodzi na plus. Stary budynek obróci się w pył, a tym miejscu powstanie kloc i tak to się kręci.

– były prezydent Palermo siedzi/siedział w więzieniu za jakieś machlojki z narkotykami.

– po śmierci z rąk sycylijskiej mafii sędziego Falcona, włoskie państwo postawiło sobie za punkt honoru likwidację mafijnej siatki na Sycylii. Przyznam się, że nie drążyłam tematu, gdyż Włosi, nie tylko Palermitanie i Sycylijczycy, nie lubią o tym rozmawiać. Lepiej też nie wypowiadać tego słowa na głos.

– pizzo (ale nie pizza. Widzicie? Jedna literka, a jaka różnica!), to pieniądze płacone mafii. Taki nasz haracz.

– podobno Palermo jest bardziej bezpieczne od Rzymu. Turystom z Niemiec, którzy obecnie przebywają w hostelu, w którym pomagam, ukradli tam kilka dni temu auto.

Tekst: Magdalenainprogress

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s