Vagabondowe zapiski z wolontariatów

Sielsko, anielsko pod niebem w Toskanii.

Zastanawialiście się jak może wyglądać wolontariat w Toskanii? Ja powoli kończę mój, u Mariny i Giuseppe, którzy mieszkają 35 kilometrów od Florencji.

Śpię teraz w karawanie, który stoi pośród szumiących drzew orzechowca, więc rano przez okno witają mnie kołyszące na wietrze liście. O szóstej budzi mnie toskańskie słońce i  kogut z pobliskiego kurnika, a wieczorem zasypiam słuchając rechotu żab. Czasem widzę fruwające świetliki. Niestety, przez chemię, którą stosuje się na polach uprawnych, świetlików jest coraz mniej. Toskania zachwyca swoim urokiem, kolorem i zapachami.

Rytm toskańskiego dnia zależy od pogody za oknem. Zazwyczaj swój dzień zaczynam od porannego rozruchu. Razem z hostem robimy ćwiczenia z taj chi albo praktykujemy jogę.

085
Gotowi do ćwiczeń.

Na śniadanie zajadam się domowej roboty chlebem z domowej roboty konfiturą- z fig, z jabłek, ze śliwek albo z róży. Do lunchu, jeśli pogoda dopisuje, pracuję w ogrodzie. Sadzę pomidory, wyrywam chwasty, czyszczę stajnię. Rwanie chwastów uwielbiam. To jak praktykowanie medytacji. Przy okazji wyobrażam sobie wszystkie mentalne chwasty, które noszę w sobie i je też staram się wyrzucać. Takie oczyszczające zajęcie terapeutyczne.

W Toskanii jedzenie rozpieszcza podniebienie, zwłaszcza kiedy w kuchni czaruje Marina.

Czasem, kiedy za oknem pada deszcz, z hostem czynimy kulinarne cuda w kuchni: crostatę z ricottą al limone, raviolli ze szpinakiem, kanapki z polenty i z grzybami, nalewkę z nacino i limoncello (czyli orzechówkę i cytrynówkę), oliwę z dziurawca.

Po lunchu – espresso i małe dulce italiano, które też zazwyczaj wychodzi spod ręki hosta. Potem drzemeczka. Spacer. Yoga. Albo książka czytana na hamaku-obecnie czytam książkę Marka Kamińskiego pod tytułem „Wyprawa”. Bardzo ciekawa książka, która dużo mówi o tym, jak bardzo w życiu ważna jest droga do celu, do którego dążymy, nie zaś  cel sam w sobie.20160427_161644~2

Zanim usiądziemy do kolacji, robimy obchód po farmie. Sprawdzamy co trzeba poprawić, naprawić w szklarni czy na poletkach uprawnych. Obecnie hości walczą ze ślimakami, które gromadnie wychodzą wieczorową porą, by schrupać trochę liści sałaty. Niestety, trudno się ich pozbyć nie stosując żadnej chemii, więc zdarza się, że rano jest kilka sałat mniej… Pogoda w tym roku też nie sprzyja, więc najprawdopodobniej plony będą mniejsze. Pracy na farmie jest sporo, ale jest to satysfakcjonujące zajęcie, zwłaszcza kiedy przynosi się z farmy na stół kuchenny jedzenie. Poza tym, ja bardzo lubię pracować na świeżym powietrzu, w ciszy i spokoju. Słońce świeci, ptaki śpiewają, ziemia pachnie, a trawa jest zielona. Jeśli mogę, chodzę sobie na bosaka, aby dać trochę odetchnąć moim stopom, które zazwyczaj są uwięzione w butach.

019
Kremowe limoncello domowej roboty. Kto chce przepis?

Jeśli myślicie o tym, aby pobyć trochę pod niebem Toskanii, to bardzo polecam Wam to magiczne miejsce, oddalone o około 35 kilometrów od Florencji. Wspaniali właściciele, 2 konie, pies Arno i 3 koty, przepyszne jedzenie typu „0 kilometrów” czyli jedzenie z ogródka, spokój i cisza. Link do miejsca, w którym jestem.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

3 thoughts on “Sielsko, anielsko pod niebem w Toskanii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s