Vagabonda filozoficznie · Vagabondy różne worki

365 dni później.

Całkiem prawdopodobne, że rok temu obudziłam się koło 7 rano, aby przed pójściem do pracy, pomedytować i powyginać się w kilku jogowych asanach. Przed 9 rano przemkęłam z wiatrem we włosach na rowerze do mojej pracy. Tamtego dnia, kiedy pojawiłam się rano w biurze, mój szef, artysta-rzeźbiarz, za zamkniętymi drzwiami rozmawiał z panem Zbyszkiem, asystentem. Pracowaliśmy wtedy tylko w trójkę-panowie w pracowni artystycznej, dłubiąc w glinie i silikonując rzeźby, ja w biurze, zatopiona po nos w papierach rzecz jasna. Po 10 minutach, drzwi otworzyły się, wyłonił się z nich blady pan Zbyszek, prosząc o wypisanie mu wniosku urlopowego. Godzinę później, po mojej rozmowie z szefem, taki sam wniosek wypisałam sobie sama. Zostaliśmy zwolniemi. Z powodu złej sytuacji finansowej naszego szefa. Nagle.

Ze łzami w oczach popedałowałam do domu moich rodziców. Przytuliłam się do mojej mamy. Popłakałam sobie. Potem wróciłam do mojego mieszkania i zaczęłam obmyślać plan na potem. Wiedziałam, że koniec jednego, jest początkiem nowego i że dam sobie radę

Dzisiaj, 365 dni później, obudziłam się o 7 rano w moim wolontariuszowym pokoju. We Włoszech. W małym górskim miasteczku, leżącym blisko jeziora Orta. O 7.30 z wolontariuszami z Polski, Litwy i Wielkiej Brytanii zrobiliśmy wspólny trening obwodowy na pupcię, nogi i ramiona. Przygotowaliśmy wspólnie owsiankę z jabłkami i bananami, a w kawiarce zaparzyliśmy kawę z kardamonem. Tak się złożyło, że miałam dziś dzień wolny. Rozłożyłam się więc na balkonie, aby wyprodukować trochę witaminy D3, słońce w górach wciąż nas wakacyjnie rozpieszcza. Po lunchu, tym razem z wolontariuszami z Brazylii, Niemiec i Litwy, popedałowaliśmy do pobliskiego miasteczka Omegna i Orta. Po drodze chłopacy popluskali się w jeziorze. Zajechaliśmy też do gelaterii na pyszne, włoskie lody. Za chwilę spotykamy się w kuchni. Żegnamy Alicję, która jutro wraca do siebie. Do Warszawy. To najgorszy moment wolontariatu. Kiedy musisz się pożegnać. Najgorszy i jedyny. Wszystko inne jest rewelacyjne.

Od czasu kiedy wyjechałam z Polski, moje życie bardziej wypełniło się treścią. I zmieniło swoją zawartość. Na lepsze.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

8 thoughts on “365 dni później.

  1. podziwiam taką decyzję, żeby wyjechać, zrobić coś kompletnie nowego, innego, trochę szalonego. Gratuluję też tak szybkiego otrząśnięcia się po zwolnieniu. A czy ten wolontariat jest tak zupełnie wolontariacki:)? Mam na myśli czy nie dostawałaś za to absolutnie żadnych pieniędzy?

    Polubienie

    1. Czesc, dziekuje, ze zajrzalas na mojego bloga, zapraszam rowniez na profil fb: Magdalena Vagabonda.
      Tak, wszystkie wolontariaty, w ktorych bralam udzial, byly w zamian za nocleg i jedzenie. Raz w Palermo, gdzie pomagalam w hostelu, dostalam 20 euro, poniewaz caly hostelowy stuff otrzymal napiwek od gosci z Wielkiej Brytanii. W centrum jogi dostalam 10 euro, tez z napiwkow gosci. Ale… Znam hstorie wolontariuszy, ktorzy dzieki swojemu zaangazowaniu dostali prace w miejscu, w ktorym robili wolontariat. Rozne sa wiec historie, ale sama idea wolontariatu jest taka, ze pracujesz 5h dziennie przez 5 dni w tygodniu w zamian za jedzenie i nocleg. I nie musisz tez placic rachunkow za prad i wode 🙂 Przepraszam za brak polskich znakow, ale pisze na wloskiej klawiaturze. Pozdrawiam cieplo. Vagabonda

      Polubienie

    1. Czesc, dziekuje za komentarz.
      Nie pamietam kiedy stwierdzilam, ze decyzja byla sluszna, ale za to pamietam, ze nie bylo momentu, abym jej zalowala… Z checia zajrze na podany link. Kocham czytanie ksiazek. Pozdrawiam i zapraszam tez na moj profil na fb: Magdalena Vagabonda
      Vagadonda

      Polubienie

  2. Bella Magdaleno!
    Cudownie wiedziec, ze swoje zycie przezywasz w pelni, tak jak zawsze chcialas to robic. Wydaje sie, ze teraz znalazlas wlasciwa sciezke! Badz szczesliwa, piekna wewnetrznie i zewnetrzne, spotykaj cudownych ludzi, zbieraj cudowne smaki i zapachy i dziel sie nimi:-)
    A w czasie krotkich powrotow w rodzinne strony dawaj znac, zeby przy kawce moc wysluchac wszystkich opowiesci z Twojego szczesliwego zycia.
    Sciskam mocno!!!
    Justa

    Polubienie

  3. Magdo, ja również podziwiam podjęcie decyzji o wyjeździe. Znalazłam Twojego bloga, bo sama zaczęłam poszukiwać możliwości wyjazdu z Polski, jakiegokolwiek, chciałabym coś zmienić w swoim życiu, chociaż na chwilę. Nie jestem jednak młoda, a nawet zaliczam się już do starszych pań i moje pytanie do Ciebie jest takie – czy spotkałaś na swojej drodze ludzi starszych? Czy host-owie w ogóle takich biorą pod uwagę? Ta forma bardzo by mi się podobała, jednak nie chcę się łudzić, jeżeli nie miałoby to szans. Będę wdzięczna za odpowiedź.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
    Basia

    Polubienie

    1. Cześć Basia. Dziękuję za zapoznanie się z moją historią. Mój pierwszy wolontariat robiłam na agroturystyce we Włoszech z babeczką z Kanady. Nie wiem, ile miała lat, nigdy jej nie zapytałam, ale myślę, że ponad 50.Hości zapraszają osoby starsze. Zależy kto kogo szuka. Owszem, jest sporo młodych wolontariuszy, którzy biorą rok przerwy, aby poznać świat i bardziej poznać siebie. Na stronie workaway nie ma jednak żadnych ograniczeń wiekowych, więc na pewno odpowiednie miejsce na Ciebie gdzieś czeka:) Pozdrawiam. Magda

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s