Vagabonda o jedzeniu · Vagabondowe przemyślenia o wolontariacie

Nasze brzuchy mają sie świetnie.

 

Ostatnio pod moim postem „365 dni później”otrzymałam taki komentarz:

„podziwiam taką decyzję, żeby wyjechać, zrobić coś kompletnie nowego, innego, trochę szalonego. Gratuluję też tak szybkiego otrząśnięcia się po zwolnieniu. A czy ten wolontariat jest tak zupełnie wolontariacki:)? Mam na myśli czy nie dostawałaś za to absolutnie żadnych pieniędzy?”

Ponieważ zdaję sobie sprawę, że to właśnie brak pieniędzy często stoi na przeszkodzie i mocno utrudnia nam decyzje o wyjeździe, oto co odpisałam:

„Tak, wszystkie wolontariaty, w których brałam udział, były w zamian za nocleg i jedzenie. Raz w Palermo, gdzie pomagałam w hostelu, dostałam od hosta 20 euro, ponieważ cały hostelowy stuff otrzymał napiwek od gości z Wielkiej Brytanii. W centrum jogi zarobiłam 10 euro, również z napiwków gości.  Znam też historie wolontariuszy, którzy dzięki swojemu zaangażowaniu dostali pracę na stałe w miejscu, w którym robili wolontariat. Rożne są więc historie, ale sama idea wolontariatu jest taka, ze pracujesz 5h dziennie przez 5 dni w tygodniu w zamian za jedzenie i nocleg. Nie musisz też płacić rachunków za prąd i wodę (…) Pozdrawiam ciepło. Vagabonda.”

Powoli kończę wolontariat w Centrum Jogi we Włoszech. Jestem tutaj już drugi raz w tym roku. Pierwszy raz pojawiłam się tu 5 kwietnia i zostałam 6 tygodni-przez ten czas wydalam tylko 15 euro. Głownie na jedzenie dla kota, który w tamtym czasie pojawiał się w naszym wolontariuszowym domu dosyć często (pod koniec mojego pobytu zrobiłam nawet słoik, do którego ludzie o dobrym sercu wrzucali po kilka euro, za które mogliśmy kupić i mieć zawsze pod ręką kilka kotkowych rarytasów dla odwiedzającego nas kota. Tym razem Otto przechodzi rehabilitacje u sąsiadów-został potracony przez samochód na początku sierpnia. Najprawdopodobniej uratowała go spora warstwa tłuszczyku.

Nasz host zapewnia nam tutaj 3 główne posiłki oraz świeże owoce każdego dnia. Do wyboru mamy jabłka, gruszki, śliwki, brzoskwinie, banany, kiwi i winogrono, a w bardzo upalne dni również arbuzy i melony.

Na śniadanie: musli, płatki owsiane, jogurt, chleb, bułki, sery pleśniowe, sery żółte, pomidory, ogórki, konfitury i jajka w rożnych możliwych wariantach.

Na obiad i kolacje mnóstwo węglowodanów: pasta pesto, pasta al forno, lasagna, spaghetti, risotto verde, risotto z szafranem, kasza pęczak, kuskus, kasza jaglana, surówki, sałatki, sałatki greckie, sałatki z selerem i orzechami, mnóstwo warzyw, roślin strączkowych…i znowu: wszystko w rożnych wariantach i z rożnymi dodatkami do smaku. Przygotowane na parze, duszone, surowe, zblendowane czy zmiksowane.

20161112_142834.jpg
Wolontariuszowy obiad na świeżym powietrzu

Do tego, uwaga, uwaga, każdego dnia pyszny deser na kolacje (ulubiony wolontariuszowy to tiramisu, ale prawda jest taka, że na każdy wyczekujemy z niecierpliwością). W dwóch słowach: istna rozpusta. Jemy dokładnie to samo jedzenie, które podajemy naszym gościom. A przybywają do nas nie tylko z Włoch, również z Niemiec, Francji czy Szwajcarii.Nie głodujemy i nasze brzuchy mają się świetnie. Czasami aż za bardzo…

Oczywiście, od czasu do czasu, mamy ochotę na kawałek czekolady czy wino. Wtedy trzeba iść na zakupy do pobliskiego miasteczka i wydać trochę pieniędzy. Wolontariusze, ci spragnieni smaku mięsa, raz po raz robią sobie we własnym zakresie bbq, ponieważ w centrum mamy menu  wegetariańskie. Czasem zrzucamy się po kilka euro i przygotowujemy śniadanie inne niż to, które zapewnia nam Centrum, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że tęsknimy za naleśnikami albo chcemy skosztować śniadania in italian style (czyli kawę espresso i croissanta),

20160908_0846372
Śniadanie in italian style

a czasem, po porannych ćwiczeniach i rozruchu mięśni, przygotowujemy sobie proteinowe drinki. Kiedy nie ma gości, co zdarza się bardzo rzadko i tylko poza sezonem, za pieniądze z napiwków kupujemy  i wspólnie przygotowujemy jedzenie w wolontariuszowej kuchni. Ostatnio poeksperymentowaliśmy z kuchnia meksykańską.

Jak widzicie, można tak żyć. Podstawowe potrzeby są zaspokojone. Jako wolontariuszka pojawiłam się już w kilku innych miejscach i mam się dobrze. W sumie…mam się coraz lepiej 🙂

Tak to mniej więcej wygląda. Poniżej zdjęcia z centrum jogi w Hiszpanii, gdzie spędziłam dwa miesiące:

20161213_154748
Zimowy raw deser zrobiony przez polską wolontariuszkę, Martę

 

20161101_130948
Polenta buraczana

Oczywiście, dobrze mieć kilka euro w kieszeni, zwłaszcza kiedy chcemy eksplorować okolice albo kiedy chcemy zmienić miejsce wolontariatu. Niektórzy korzystają z blablacar, inni łapią autostap, można zamiast pociągiem pojechać autobusem (dłużej, ale taniej i zazwyczaj z dostępem do wifi), niektórzy decydują się na couchsurfing, a ja na przykład zabukowalam dwa dni temu nocleg w hostelu w Sevilli tylko za 11 euro. Uwierzcie mi, że można. Im mniej, tym prościej i lepiej. Ubrania, które wzięłam ze sobą, mieszczą się na jednej półce (przed powrotem do Polski, kilka ubrań zostawiłam dla innych wolontariuszy). W plecaku średnio mam 12-15 kilo. Ciągle chodzę w tych samych ubraniach, tak samo zresztą, jak reszta wolontariuszy. Z kosmetyków kolorowych używam tylko kredek do oczu-nie mam podkładu, nie mam pomadek, błyszczyków, nie mam lakierów do paznokci, pianek, żelów i sprayów. W Hiszpanii pastę do zębów zrobiłyśmy z sody oczyszczonej i  olejku kokosowego praz ekstraktu z tymianku, mięty i trawy cytrynowej, maseczki do twarzy zrobiłyśmy z organicznych zblendowanych bananów, awokado, szczypty kurkumy i kilku kropli cytryny, a peeling do ciała z kawy. Powoli staje się Mistrzem robienia kosmetyków.

20161122_163630
Pasta do zębów domowej roboty
20161122_170021
Organiczna maseczka do twarzy

Żyję skromnie, ale szczęśliwie.

 

Tekst: Magdalena Vagabonda

 

Reklamy

6 thoughts on “Nasze brzuchy mają sie świetnie.

  1. Bardzo ciekawe! Nie tak dawno zastanawialam sie nad podobnym wyjazdem, ale los chcial, ze akurat zaszlam w ciaze 😉 Plany musze przesunac na blizej nieokreslona przyszlosc, ale sama planuje zaprosic wolontariuszy do siebie jako, ze prowadze dwie firmy i kazda pomoc mi sie przyda, a mieszkam w dosc ciekawym miejscu, wiec moze ktos bedzie zainteresowany 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Piękne jest to, co robisz dla siebie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że można tak żyć – że jest w ogóle taka możliwość, aby spokojnie żyć będąc wolontariuszem. Piękna sprawa 🙂 A to jedzenie… O MAMO! 😀
    Zaintrygowałaś mnie bardzo tą domową pastą do zębów, też muszę spróbować 🙂

    Lubię to

    1. Moje życie bardzo się zmieniło od kiedy zaczęłam tak żyć. Prowadzę tego bloga, licząc na to, że inspiruję ludzi. Inspiruję do zmian w życiu na lepsze. Niekoniecznie do wolontariatu, ale generalnie. 😀 Dziękuję za komentarz i zajrzenie na mojego bloga.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s