Vagabonda filozoficznie · Vagabondy różne worki

Wspólny mianownik.

Wczoraj z dziewczynami wybrałyśmy się na spacer do miasta. Przedreptałyśmy 24 kilometry w obie strony. Rozmawiałyśmy o naszych doświadczeniach podróżniczo-wolontariackich i o wątpliwościach, jakie od czasu do czasu pojawiają się w naszych głowach i zakłócają nasz spokój. Bo tak nas nauczono i wychowano, aby mieć pracę od 8 do „niewiadomo której”, zarabiać pieniądze i jednoczeście brać kredyty, robić karierę i mieć dom, męża i dzieci. Tymczasem robimy wolontariat i rzeczy, których w naszym poprzednim życiu nie robiłybyśmy nawet, gdyby nam za to płacono. Pracujemy na zmywaku, zamiatamy, sprzątamy, biegamy po grządkach w ogródku i wyrywamy chwasty. I jesteśmy szczęśliwe. Bez pieniędzy. Bez pracy. Bez materialnych rzeczy, które rzekomo mają nas wypełnić dobrym samopoczuciem. Niestety, czasem nasz wybór nie jest zrozumiały przez naszych rodziców i bliskich. Niektórzy twierdzą, że nas się wykorzystuje. Inni, że powinnyśmy zająć się karierą, że kiedyś musimy zacząć pracować i zarabiać pieniądze. Czasem same zastanawiamy się, gdzie ta droga nas zaprowadzi i czy nie obudzimy się z ręką w nocniku. Nie wiemy, gdzie jest nasz dom, bo często kiedy wracamy „na stare śmiecie” nie jest już tak, jak było wcześniej. Wszystko się zmienia.

Wątpliwości są i będą. Jedno wiem, że na ten moment mojego życia, wybieram taką jakość i zawartość mojego życia. Podróże. Codzienną praktykę jogi. Medytacje. Organiczne jedzenie, na które nie było mnie stać w Polsce. Wolontariat. Ludzi, którzy mają podobną wizję świata do mojej. Brak stresu. Wolność. Uśmiech. Pogodę ducha. Satysfakcję. Uważność. Dobrej jakości rozmowy.

Wierzę, że wszystko jest na swoim miejscu. Minął rok od kiedy wolontariuję i mam wrażenie, że to dopiero początek, że jeszcze tak na dobre nie zaczęłam. Na pewno jeszcze nie chcę kończyć i nie chcę wracać do Polski.

W Polsce, po ukończeniu uniwersytetu, pracowałam jakieś 7-8 lat. W korporacjach. Moje doświadczenie -praca, menadżerowie i cały ten korpo system rozczarował mnie. Zawiódł. Wypompował moją energię, optymizm i dobre samopoczucie. Nie zauważyłam nawet kiedy to się stało, a potem jeszcze w tym wszystkim siedziałam po uszy.

Jednak uwolniłam się i oddycham teraz pełną piersią.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s