Vagabonda filozoficznie · Vagabondy różne worki

Korporacja a klient. Albo klient w starciu z korporacją.

Wiecie, że w korporacji spędziłam kilka lat?

Dla przypomnienia: dość mocny post o mojej pracy w korporacji umieszczam tutaj. Z niego dowiecie się co finalnie doprowadziło mnie do spakowania plecaka.

Z jednej strony czuję wdzięczność za to, że mogłam doświadczyć niewolniczej pracy w korporacji, mobbingu, nadgodzin, wykończenia fizycznego i psychicznego, frustracji, stresu, bycia cyferką i pracy  z managerką o wielkim ego, ponieważ głównie dzięki temu zdobyłam się na odwagę, aby zacząć żyć prostszym i minimalistycznym życiem, gdzie słowa kariera, awans i pieniądze nie robią na mnie już żadnego wrażenia.

Dlaczego mi wstyd, że pracowałam w korporacji?

Wstyd mi, że pracowałam w korporacji i korporacyjnym piekiełku, bo oprócz tego, że nie szanowano nas, pracowników, to również klient był kochany tylko wtedy, kiedy zainwestował swoje pieniądze w wątpliwe instrumenty bankowe. Kiedy jednak ten sam lub jakikolwiek inny klient przychodził do oddziału z jakimś problemem,  był już wrzodem na dupsku bankierów i korporacji, więc grzecznie proszono go, aby zadzwonił ze swoim problemem na infolinię.

Kiedy ostatnio byłam w Polsce, odbyłam kilkuminutową rozmowę telefoniczną z pracownikiem sieci komórkowej, który proponował mi nowy abonament z tabletem. Oczywiście w super atrakcyjnej cenie. Poprosiłam o telefon za kilka dni, abym mogła tę ofertę przemyśleć. Zadzwonię do Pani jutro, pozostało już tylko kilka sztuk tych tabletów, odezwał się głos po drugiej stronie słuchawki. Kto zna tę zasadę? Zasadę ograniczonego dostępu, tak bardzo znana sprzedawcom, aby trochę pomanipulować decyzją klienta i zmusić go finalnie do zakupu. Kiedy zakończyłam rozmowę telefoniczną, zrobiło mi się trochę nieswojo. Rozmowa była poprowadzona w taki sposób, abym dała się złapać i kupiła nowy abonament na 24 miesiące. Tak się niestety tresuje sprzedawców czy doradców. Tak tresowano mnie.  Stawiam znak równości między tymi dwoma stanowiskami pracy, ponieważ doradcy i sprzedawcy mają robić to samo: sprzedawać, wciskać produkty wszelakie. Często kłamać. Mówić półprawdę. Powtarzać to, co im wbito na szkoleniach do głów. Dlatego jeśli pójdziecie do banku po poradę, miejcie świadomość tego, że najprawdopodobniej rada będzie dobrana pod kątem miesięcznych planów sprzedażowych doradcy… Zgłębiając się dalej w temat, całkiem możliwe, że koło tego biednego pracownika sieci komórkowej, siedział jakiś manager albo trener sprzedaży, który oceniał czy rozmowa odbywa się zgodnie ze schematem sprzedaży, czy zaproponowano inne produkty w zamian (to spotkacie często na stacjach benzynowych: kawa? hot dog? płyn chłodniczy?). Bo jeśli nie, to całkiem prawdopodobne, że ten pracownik premii tak szybko nie ujrzy. Albo usłyszy, że na jego miejsce jest mnóstwo innych osób, które z radością przyjdą pracować…

Temat jest długi jak rzeka … Nie wiem czemu akurat tym chciałam się z Wami dzisiaj podzielić. Może to wszystko przez ten Black Friday w centrach handlowych i szaleństwo zakupów. Konsumpcjonizm. Żądze pieniądza. Kredyty, którzy wszyscy masowo biorą, aby kupić toster czy lokówkę, bo inaczej jesteśmy mało warci. Bankowcy się cieszą. Wielkie korporacje się cieszą. Pieniądze spływają do nich z każdej strony. Pozostaje tylko ten biedny, współczesny niewolnik, z kredytami na rzeczy, które kupił, a które nie są mu aż tak bardzo potrzebne do przeżycia. I do szczęścia.

Tekst: Magdalena Vagabonda

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s