Vagabondowe wywiady o podróżach

Na Bali Balijczycy są uśmiechnięci.

Garść pożytecznych informacji o wyjeździe na Bali.

Dzisiaj rozmawiam z Martą, która przybliży Wam wyspiarskie życie na Bali. Dowiecie się dlaczego warto mieć pod ręką latarkę, co kradną turystom małpy i czemu lepiej zmienić  na Bali transport publiczny na skuter. Jeśli zechcielibyście bliżej poznać Martę, miejsca, do których podróżuje, i nie tylko zapraszam do zapoznania się z jej blogiem: Zafascynowana życiem.

pola-ryzowe-1
Pola ryżowe na Bali.

Vagabonda: Zacznę od rzeczy najważniejszej: od wizy. Czy możesz opowiedzieć jak wygląda proces załatwiania wizy na Bali. Interesuje mnie jej koszt, czas oczekiwania oraz  ewentualną możliwość ubiegania się o nią przez internet?

Marta: Przed wyjazdem na Bali nie trzeba kupować wizy – dla obywateli Polski została ona zniesiona we wrześniu 2015 roku. Oczywiście mowa tutaj o wizie turystycznej, która upoważnia nas do pobytu na Bali (i w całej Indonezji) przez 30 dni. Na lotnisku do paszportu wbijana jest pieczątka z datą początkową pobytu, a przy wylocie wybijana z datą opuszczania wyspy (lub ogólnie Indonezji, jeśli jesteśmy w innym miejscu). Ogólnie odprawa paszportowa na Bali była łatwa, szybka i przyjemna. Nie zadawano nam żadnych pytań o pobyt, środki finansowe itp. Ewidentnie ten kraj jest nastawiony na turystów i nie utrudnia im wjazdu na swój teren.

Vagabonda: Czy robiliście jakieś szczepienia przed wyjazdem?

Marta: Nie, nie robiłam żadnych. Na Bali nie są one obowiązkowe – można zrobić dobrowolnie, ale najpierw trzeba się skonsultować z centrum szczepień w swoim mieście. Ja po prostu nie miałam na to czasu i ostatecznie zrezygnowałam.

Vagabonda: Co spakowaliście do plecaka?

Marta: Nie miałam żadnych specjalnych rzeczy, których bym nie wzięła na inną podróż. Moskitiera nie była mi tutaj potrzebna, ponieważ nocowaliśmy w hotelach z klimatyzacją. Przygotowałam sobie mini-przewodnik, apteczkę na ewentualne problemy żołądkowe (nie mieliśmy żadnych), koszule z długimi rękawami i długie, przewiewne spodnie, kapelusz (obowiązkowo), okulary przeciwsłoneczne. Na długi lot polecam poduszeczkę na szyję – uratowała nasza podróż i karki.

uluwatu_2uluwatu_3

Vagabonda: O czym Europejczyk może nie pomyśleć, a o czym powinien pamiętać przygotowując się na wyjazd na Bali?

Marta: O  filtrze przeciwsłonecznym. Jeśli jesteśmy blondynkami o jasnej karnacji (jak ja), nie wystarczy filtr 50, który można kupić w Polsce. Warto poszukać takiego, który ma co najmniej 100 lub wyższy. Ja swój kupiłam w Singapurze, ponieważ zupełnie nie spodziewałam się mocy indonezyjskiego słońca i byłam nieprzygotowana. Jeśli nie uda się kupić takiego filtra w Polsce, można się niego zaopatrzyć na miejscu.

Przyda się też latarka, ponieważ zmrok w tej części świata następuje bardzo szybko i gwałtownie. Jeśli jesteśmy poza granicami miasta, może się okazać, że będziemy wracać w totalnych ciemnościach.

Europejczycy są przyzwyczajeni do dużej ilości sklepów i produktów – na Bali jest inaczej. Markety są głównie w miastach i istnieje wyraźny podział na te, które są nastawione na turystów i te, w których kupują lokalsi. W tych pierwszych ceny potrafią być sporo wyższe niż w tych drugich. Balijczycy jadają często posiłki w przydrożnych budkach i knajpkach, raczej mało gotują – dlatego też wybór produktów spożywczych w sklepach nie jest zbyt duży. Trzeba też pamiętać o tym, że jest to wyspa hinduistyczna, a co za tym idzie alkohol nie jest łatwo dostępny i jest dosyć drogi.

Na Bali nie ma zbyt wielu plaż, za które nie trzeba płacić. Większość to takie, z których korzystanie wiąże się z drobną opłatą. Nie są to wysokie ceny, ale należy mieć to na uwadze. Tak przynajmniej jest na południowej części wyspy. Rzuca się również w oczy to, że wyspa żyje z turystów. Praktycznie na każdym kroku widać, że ekonomia jest napędzana przez przybyszy z Europy, Australii i innych części Azji. Po kilku dniach pobytu nauczyliśmy się jak nie być wyzyskiwanym, ale trzeba mieć twardą skórę i ostro negocjować.

Trzeba być przygotowanym na spory ruch uliczny, szczególnie w miastach i ich pobliżach. Setki, a nawet tysiące skuterów, do tego mniejsze i większe samochody powodują, że można poczuć się nieco przytłoczonym. Jedynym sposobem żeby przetrwać w tym chaosie jest całkowite dostosowanie się do tych warunków. Jeśli podróżujemy na własną rękę, warto obserwować jak poruszają się inni kierowcy.

Vagabonda: Czy jest takie miejsce na wyspie o którym czytaliście, że warto je zobaczyć, jednak Was zawiodło i teraz go nie polecacie innym?

Marta: Zdecydowanie tym miejscem była ostatnia świątynia, którą zwiedzaliśmy, czyli Pura Besakih. Jest to najważniejsza balijska świątynia, w której odbywa się wiele świąt religijnych i do której Balijczycy pielgrzymują. Co prawda czytaliśmy wcześniej, że możemy się tam spotkać z natrętnymi przewodnikami, ale nie do końca wierzyłam, że tak będzie. Okazało się jednak, że faktycznie przewodnicy są bardzo uparci i niezbyt mili. Sami do dzisiaj nie wiemy jak to jest naprawdę w tej świątyni – czy trzeba wykupić usługi przewodnika czy to jedna wielka ściema i wyzysk turystów. Zazwyczaj płaciliśmy tylko za wstęp do pur, ale tutaj było inaczej. Ostatecznie, zdegustowani i zdenerwowani stwierdziliśmy, że nie będziemy się z nimi dogadywać i zrezygnowaliśmy ze zwiedzania. Na szczęście była to ostatnia świątynia, którą chcieliśmy zobaczyć na Bali, więc jej brak na naszej liście absolutnie nie popsuł humorów.

pura-besekih
Najważniejsza balijska świątynia: Pura Besakih

Vagabonda: Wiem, że planowaliście zobaczyć Monkey Forest, czyli małpi gaj ale ostatecznie zrezygnowaliście z tego pomysłu. Czy to małpy właśnie zniechęciły Was do ich odwiedzenia?

Marta: Tak. Miejsce to opisywane jest w każdym przewodniku i polecane jako jedna z głównych atrakcji Bali. Mieliśmy dość nieprzyjemną sytuację z małpami w Uluwatu, która ostatecznie doprowadziła do rezygnacji z Monkey Forest. Małpa ukradła i zjadła nam okulary przeciwsłoneczne. W Uluwatu było ich zaledwie kilkanaście, więc woleliśmy sobie nie wyobrażać co by się działo w tym drugim miejscu. Słyszeliśmy też wiele historii od innych osób, które tam pojechały – kradzieże plecaków, torebek, ataki na ludzi są dość powszechne, więc tym bardziej podziękowaliśmy. Wystarczyło nam oglądanie małp na poboczach dróg.

Vagabonda: Gdybyście mogli raz jeszcze zorganizować wyjazd na Bali, co byście zrobili inaczej?

Marta: Przede wszystkim pojechałabym na północną część wyspy. Mieliśmy za mało czasu, żeby się tam wybrać, a wiem, że jest równie urokliwa i ma sporo pięknych plaż.  Poza tym od razu, pierwszego dnia zdecydowalibyśmy się na wynajęcie skutera na cały pobyt, a nie tylko na kilka dni. Całkowicie zrezygnowalibyśmy ze zorganizowanego transportu, bo właściwie tylko podróżując skuterem można zobaczyć Bali takie, jakie jest ono naprawdę.

skuter
Skuter, najlepszy środek transportu na wyspie.
stacja-po-drodze
Stacja.

Vagabonda: Podobno na wyspie nie ma pociągów…

Marta: Zgadza się – na Bali nie kursują pociągi. Właściwie nie są one mieszkańcom potrzebne. Większość z nich porusza się na skuterach i my również wybraliśmy taki środek transportu. Dzieci zaczynają od jazdy na rowerze, a gdy nieco podrosną również wsiadają na skutery. Żeby zdobyć prawo jazdy na Bali trzeba tylko dokonać stosownej opłaty w urzędzie i gotowe. Bardzo często w rodzinie jest tylko jeden skuter i podróżuje na nim cała rodzina – nie raz widzieliśmy na nich ojca, matkę i dwójkę małych dzieci, z czego co najmniej jedno z nich słodko sobie spało w objęciach mamy. Bardzo ciekawe jest również to, że większość podróżujących jest dosyć ciepło ubrana – długie spodnie i koszule, często czapki i rękawiczki. Porozbierani są turyści i widać to gołym okiem. Po pierwszym dniu na skuterze okazało się, że warto być cieplej ubranym, bo potrafi być na nim dosyć chłodno. Moim zdaniem skuter to jedyny słuszny transport, bo z zza okien samochodu nie zobaczymy tak wiele.

Dostępne są również taksówki, ale tutaj trzeba się nastawić na naprawdę ostre targowanie, żeby nie dać się wystrychnąć na dudka. Na lotnisku, po wyjściu do hali przylotów wręcz obsiadła nas chmara taksówkarzy – ich ceny zaczynały się od horrendalnych sum rzędu 500000 IDR (150 złotych) za trasę, która spokojnie mogła kosztować połowę z tego.

Turyści podróżujący z plecakami i udający się później na Lombok albo Gili poruszali się też małymi busikami – shuttle bus. Łączą one główne miasta wyspy, ale jaki jest komfort podróży nimi, nie mam pojęcia. Na pewno ich ceny były konkurencyjne w porównaniu z prywatnymi taksówkami.

Vagabonda: Ile pieniędzy mniej więcej trzeba przeznaczyć na  taki powiedzmy dwutygodniowy pobyt na Bali?

Marta: Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna i zależy od wielu czynników. Płatne są praktycznie wszystkie wejścia do świątyń i na plaże, do tego należy doliczyć koszty podróżowania po wyspie, przyjemności, pamiątki, jedzenie i picie.

Poniżej kilka przykładowych cen:

– obiad: za najtańszy kupiony w przydrożnej budce zapłaciliśmy 6 złotych za osobę, za najdroższy w typowo turystycznej knajpie – ok. 85 złotych.

– wejścia do świątyń: 15000-30000 IDR (5-10 złotych) + sarong (zazwyczaj dowolna opłata)

– wejścia na plaże i parking dla skutera: 3000-15000 IDR (1-5 złotych)

– luwak coffee w turystycznym miejscu: 50000 IDR za małą filiżankę (17 złotych)

– świeży kokos: 15000-25000 IDR (5-10 złotych)

– piwo Bintang: od 6 złotych za butelkę

– świeże soki: ok. 30000-45000 IDR (10-15 złotych)

– świeże owoce: ok. 50000 IDR za kilogram (17 złotych)

– wynajęcie skutera na 3 dni (z hotelu): 210000 IDR (70 złotych)

– cena paliwa: 6000-10000 IDR za litr (2-3,5 złote)

– izotoniki: 6000-12000 IDR (2-4 złote) – warto je pić w tym klimacie!

– woda: 2500-4500 IDR (1-2,5 złote)

Vagabonda: Czy zaplanowaliście całą trasę z góry czy będąc na miejscu decydowaliście dopiero, co, gdzie i kiedy chcecie zwiedzić?

Marta: Nie mieliśmy zaplanowanej trasy co do dnia i godziny. Przygotowałam sobie jak zawsze listę miejsc, które chciałabym zobaczyć i każdego dnia wieczorem lub rano decydowaliśmy dokąd się udajemy. Staraliśmy się tak zaplanować trasę, żeby zobaczyć kilka punktów. Samodzielne podróżowanie zdecydowanie nam to ułatwiało i zupełnie swobodnie poruszaliśmy się po kraju. Mogliśmy zmieniać trasę, skracać ją, wydłużać, zatrzymać się w dowolnym momencie.

Vagabonda: Czyli rozumiem, że czuliście się na Bali bezpiecznie?

Marta: Bardzo – na Bali nie spotkaliśmy się z żadnymi przejawami agresji, nietolerancji czy innymi, negatywnymi zachowaniami. Myślę, że idealnie podsumują to słowa jednego z kierowców, z którymi też zdarzyło nam się mieć do czynienia – „tutaj nie musicie się niczego bać, my jesteśmy indu”. Mówił też o innych miejscach w Indonezji, w których już nie jest tak bezpiecznie, ale na Bali zdecydowanie nie ma się czego bać.

swiatynia_uluwatu
Świątynia Uluwatu.

Vagabonda: A co powiedzielibyście  o mieszkańcach wyspy? Jak odbieracie Balijczyków?

Marta: Balijczycy są przede wszystkim uśmiechnięci i te ich uśmiechy widać wszędzie. Chyba nie widziałam tam ani jednej osoby ze skwaszoną miną. Może ich status majątkowy nie jest zbyt wysoki, ale zupełnie się tym nie przejmują. Żyją na wyspie, mają ciepło, stały dopływ finansów z turystyki, są pogodni. Zupełnie nie przejmują się tym, że ich angielski nie jest na rewelacyjnym poziomie. Są religijni i nie wstydzą się tego pokazywać, są wierni swojej kulturze.

Vagabonda: Życzę Wam w takim razie mnóstwo uśmiechniętych osób na Waszej drodze, gdziekolwiek jesteście i gdziekolwiek podróżujecie Dziękuję za czas i za opowiedzenie nam o Waszych balijskich doświadczeniach.

Zdjęcia: Archiwum prywatne, © Marta Paszkowska

.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s