Vagabondowe wywiady o podróżach

Islandia, wyspa z innej planety.

Po co wyjeżdżać na drugi koniec świata, skoro tak blisko Polski leży zaczarowana wyspa, Islandia, na której pije się herbatę z mchu, a w szklarniach rosną bananowce?

Zapraszam dzisiaj na wywiad z Darią, która na co dzień prowadzi blog Mistrzyni codzienności,

na którym inspiruje do bycia lepszą wersją siebie, a nam opowie o swoich islandzkich wrażeniach.

islandia3.jpg

Vagabonda: Powiedzmy, że decyduję się na wyjazd na Islandię. Mam jednak mało czasu. Od jakiego miejsca powinnam zacząć, aby poczuć ducha tej niezwykłej wyspy, a na co lepiej nie tracić czasu?

Daria: Zdecydowanie od Reykjaviku. W Islandii mieszka tylko 300.000 ludzi, z czego w stolicy ponad 100.000. Dlatego to właśnie tam koncentruje się życie kulturalne, rozrywkowe i turystyczne Islandii. Samo miasto jest urocze, łatwo znaleźć w nim nocleg i można miło spędzić czas. A do tego jest centrum przemysłu turystycznego. Dlatego nawet będąc w Reykjaviku przez jeden dzień można wybrać się na wycieczkę, która zabierze nas do najbardziej popularnych atrakcji, np. na lodowiec albo do parku Þingvellir, gdzie euroazjatycka płyta tektoniczna styka się z północnoamerykańską.

Vagabonda: Co najbardziej zaskoczyło Ciebie na Islandii?

Daria: Zapach geotermalnej ciepłej wody z kranu, czyli silny aromat siarki podczas każdego prysznica i mycia zębów.

Dzięki obecności wulkanów zdecydowana większość domów na Islandii ogrzewana jest wodami geotermalnymi – tymi samymi, które znajdują się w wybuchających gejzerach. Ciepła woda w centralnym ogrzewaniu to ta sama woda, która płynie z kranu, co zapewnia nietypowe doznania zapachowe podczas porannej i wieczornej toalety.

Szczęśliwie zimna woda jest czysta, bezzapachowa i bardzo smaczna

islandia2.jpg

Vagabonda: Słyszałam, że na Islandii nie znajdziemy, i całe szczęście, żadnego McDonalda, a przysmakiem jest sfermentowany rekin. Miałaś okazję spróbować dania z regionalnej kuchni?

Daria: Na co dzień jestem na diecie roślinnej, więc nie próbowałam takich szalonych potraw jak kiszony rekin. Za to piłam herbatę z… mchu. Na Islandii rośnie niewiele rzeczy, więc mieszkańcy wykorzystują wszystko, do czego mają łatwy dostęp – i stąd na przykład mech. Interesujący smak.
Jako ciekawostkę mogę dodać, że Islandia jest eksporterem… bananów. Tak że udaje im się uprawiać nawet te nielokalne rośliny.

Vagabonda: Tak, tak, o bananach słyszałam! Na Islandii rośnie 100 bananowców w szklarniach! Niesamowite! Ja na Islandii nigdy nie byłam, więc zastanawiam się jak jest zorganizowany tam transport. Mówisz o miejscach, które zobaczyłaś, o lodowcu czy płycie tektonicznej. Łatwo tam się dostać? Czy trzeba kupić wcześniej bilet?

Daria: Islandia wydaje mi się dość specyficzna, jeśli chodzi o poruszanie się po niej. Z tego, co udało mi się zorientować, to publiczny transport między miastami prawie nie istnieje – wszyscy jeżdżą samochodami. I to jest też sposób na podróżowanie po Islandii po swojemu: wypożyczyć samochód i jechać w nieznane. Poza tym mamy do wyboru ewentualnie samolot (regularne loty pomiędzy zachodnią a wschodnią częścią wyspy). Pociągów w ogóle nie ma.
Ja jednak nie mam tyle odwagi, by prowadzić samochód w obcym kraju. Dlatego zdecydowałam się na komercyjne wycieczki z przewodnikiem – a tych jest ogrom do wyboru, odbywają się regularnie i łatwo je znaleźć, a ceny nie są zabójcze: zapłaciłam 66 euro za jeden dzień. Ja wybrałam firmę Gray Line. Bus odebrał mnie z hostelu i dowiózł z powrotem pod jego drzwi. Jedyny minus – to nie ja decydowałam, ile czasu spędzę w danym miejscu, więc czasami „czas wolny” wydawał mi się za krótki, a czasem było go zbyt dużo.
Bilety na takie wycieczki najlepiej kupić z wyprzedzeniem. Są dostępne online. To szczególnie ważne, jeśli ma się mało czasu. Turystów w Reykjaviku jest nieprawdopodobnie wielu, więc dobrze zaklepać sobie miejsce.

islandia4.jpg

Vagabonda: Wyjazd na Islandię do najtańszych chyba nie należy…

Nie ma się co oszukiwać, to nie jest tania wycieczka. Szczególnie zaskakiwały mnie ceny w supermarketach, które były znacząco wyższe niż np. w Sztokholmie. Na Islandii zdecydowanie nie ma sensu mieć ze sobą gotówki. Wszędzie można płacić kartą, także w taksówkach oraz niewielkich hostelach. Zresztą islandzkie korony bardzo trudno potem wymienić w kantorze na złotówki.

Vagabonda: Co jeszcze Ciebie zaskoczyło na Islandii, o czym my, ludzie z kontynentu, możemy nie pomyśleć?

Daria: Chyba pogoda. Na Islandii byłam na początku marca, więc spodziewałam się zimy – z opowieści znajomych Islandczyków wiedziałam, że opady śniegu nawet w maju nie są niczym niezwykłym. Tymczasem okazało się, że trzeba było się przygotować nie tyle na zimno, ile na zmienność pogody: w ciągu jednego dnia padał śnieg, lał deszcz, świeciło piękne słońce (przez które trzeba było zdejmować kurtki) i przechodziła wichura. I tak przez większość pobytu!

Zaskakująca była chyba też liczba turystów. Przemysł turystyczny Islandii zdecydowanie jest w rozkwicie.

Vagabonda: Udało Ci się znaleźć elfy?

Daria: Prawie! Jednak zawsze zdążyły się schować.
Zdecydowanie wszystko to, co widziałam poza samą stolicą można określić słowem: magiczne. Nawet trasa z lotniska do Reykjaviku prowadzi przez krajobrazy jak z obcej tajemniczej planety: pagórki pokryte mchem, pył wulkaniczny, skały wyrastające z ziemi, które wyglądają jak wieże zbudowane przez jakieś tajemnicze istoty. Po prostu magia. Nie trudno uwierzyć, że elfy mieszkają na Islandii, bo jest to naprawdę wyjątkowa wyspa.

Vagabonda: Może przy następnej okazji da Ci się je znaleźć. Dziękuję za Twój czas i chęć podzielenia się Twoimi islandzkimi wrażeniami.

Zdjęcia: Archiwum prywatne, © Daria Kubiak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s