Vagabondowe zapiski z wolontariatów · Vagabondy różne worki

Post o życiu w społeczności

Życie w społeczności ma swoje wady i zalety. Jak wszystko.

 

Trudno mi opisać to miejsce. Trudno mi opisać jednoznacznie to doświadczenie jakim jest życie w społeczności (obecnie jest nas około 20 osób). Napisałam kilka tygodni temu post o takim życiu, tu we Włoszech. Od tego czasu moja cierpliwość i tolerancja na różne rzeczy, które ze mną nie rezonują, dość poważnie się skurczyła.

Wczoraj wracałam po 22 do naszego wolontariuszowego domu. Wieczór był ciepły, przyjemny dla skóry. Wsłuchana w odgłosy rozgadanych zielonych robaczków pochowanych w trawie, niosłam w sobie uczucie radości, entuzjazmu i wdzięczności za bycie właśnie tu i teraz w tym właśnie miejscu. Po czym wkroczyłam do Bisetti (dom, w którym mieszkamy). I czar prysnął. Leżąc w zatyczkach do uszu, żeby odciąć się od hałasu robionego przez innych wolontariuszy, obiecałam sobie, że już tu nie  wrócę, że to miejsce nie jest dla mnie, że się tu nie rozwijam tak, jakbym chciała, że są miejsca lepsze, czystsze i bardziej inspirujące. Że są miejsca, gdzie szanowane są potrzeby innych osób, potrzeby odpoczynku, relaksu i snu, i gdzie po 22 można spać bez wtykania sobie co noc woskowych zatyczek, żeby odciąć się od alkoholowego życia innych. W zatyczkach śpię od momentu kiedy tu przyjechałam, od kwietnia.  Alkohol pity jest codziennie. Imprez czasem jest więcej, czasem mniej, średnio kilka w tygodniu. Bałagan zalega w każdym kącie. Spleśniałe jedzenie w lodówce. Resztki jedzenia na podłodze. Puste butelki. Puste kieliszki. Włosy pod prysznicem. Klejące się talerze.

Oczywiście każdy z nas oczywiście sam decyduje, jak chce żyć. Może sama jeszcze kilka lat temu piłabym alkohol z wolontariuszami do późnych godzin wieczornych, nie zastanawiając się, że są inni, którzy chcę spać i to nie jest po prostu fair… Na ten moment jednak jest jak jest, a mnie nie chce się już udawać, że niczego nie widzę, że niczego nie słyszę. Obiecałam, że zostanę tu do połowy października… Potem dalej wyruszę w świat.

 

Tekst: Magdalena Vagabonda

.

Reklamy

2 thoughts on “Post o życiu w społeczności

  1. Witam, normalnie pewnie tak bym zrobila, poniewaz nie lubie tkwic w sytuacjach, ktore mnie uwieraja. Ale pomagam w biurze przy obslugiwaniu gosci. Obecnie mamy srodek sezonu, sporo pracy, wiec nie zostawie mojej kolezanki samej. Do tego duzo sie ucze i nabywam doswiadczenia w turystyce, ktore byc moze ktoregos dnia mi sie przyda. Obiecalam, ze do konca sezonu zostane i tak zrobie. W miedzy czasie ucze sie elastycznosci, cierpliwosci i obmyslam rozne strategie na przetrwanie 😀 Przepraszam za brak polskich znakow. Pozdrawiam, Magdalena

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s